Gdy dorosłe dzieci nie pracują …
Gdy dorosłe dzieci nie pracują …
Coraz częściej rodzice, dziadkowie zastanawiają się o co chodzi, gdy dorosłe dziecko nie pracuje, dawno skończyło naukę i mówi, że każdy ma prawo do szczęścia.

Czy stan szczęścia oznacza dzień za dniem bez pracy? A gdy brak pracy jest równoznaczny z brakiem środków do życia? Czy zasiłek i okresowa dostawa artykułów żywnościowych wystarczą singielce, singlowi na co dzień? A może chodzi o zachętę do stworzenia rodziny? W grupie łatwiej. Nie tylko młodzi zastanawiają się, jak to jest, że mama, tata pracuje, a córka albo syn nie ma zamiaru pracować. Babcia ma 80 lat, dziadek 75, oboje pracują, a wnuczek ani myśli pójść do pracy.
Młodzi mówią: rodzice pracowali i narzekali. Pracowali o wiele za długo. Rozmawiali tylko o pieniądzach i wystarczało na życie. Ciekawe, że dziadkowie wychodzą nadal do pracy, bo w mieszkaniu oszczędzają energię. Zimą, gdy w mieście zmienia się taryfa, muszą płacić kilkaset dolarów miesięcznie za ogrzewanie, a wtedy nawet dwie emerytury nie wystarczają na bieżące wydatki. Wnuczek mówi: „odkąd pamiętam, w mojej rodzinie ważna była praca i pieniądze, pewnie są z tego oszczędności.” Tak, chcemy je przeznaczyć dla twojej siostry, jej dziecka, prawnuka, mówią dziadkowie. Co na to rodzice, emeryci? Do niedawna pracowali w pełnych wymiarach godzin oraz w weekendy. Teraz zastanawiają się o czym zapomnieli, czego nie zdążyli przekazać swoim dzieciom, które powinny już dawno „być na swoim”. Dzieci nie śpieszą się z “pójściem na swoje”. Mówią, że tak jest z powodu narzekania. To prawda, zarówno dziadkowie, jak i rodzice pracowali i narzekali. Teraz wuj, doradca rodzinny zastanawia się, czy dzieci nie pracują, bo nie mogą znaleźć pracy, a może chorują.
Porozmawiajmy z nimi, a jeśli trzeba, udajmy się po pomoc. Sami nie wiemy, co robić, gdy ten stan trwa coraz dłużej. Przemądrzały wnuczek, który czasem prowadzi „uczone” rozmowy z wujem, powtarza, że trzeba sięgnąć do amerykańskiej Deklaracji Niepodległości sprzed 250 lat. Czytając to wiekopomne dzieło ojców amerykańskiej wolności, można dowiedzieć się, że rząd powinien zapewnić człowiekowi takie warunki, aby mógł realizować dążenie do szczęścia. Nie ma nic o obowiązku pracy, o zarobkach, emeryturach, ubezpieczeniach i tym podobnych wynalazkach, które wymyślili następcy autorów tej Deklaracji. Jest natomiast wiele odniesień do praw ludzkich, które powinny być zgodne z prawem natury, bo ludzie stworzeni przez Boga są równymi sobie. Na pierwszym miejscu stoi prawo do życia, do wolności i do poszukiwania szczęścia. Czyżby ta myśl zdołała ukształtować zręby współczesnej mentalności młodych Amerykanów? Do niedawna wnusia kochała ekolożkę Gretę Thunberg. Kiedy jednak Greta na chwilę zapomniała o klimacie, to wnuczka przestała ją kochać. Z kolei wnuczek spotyka się z dziewczyną, która czasem w weekend funduje mu kolację ze śniadaniem. Nie może częściej, bo pracuje i studiuje. Wnuczek nie pojmuje, jak można tak zajeżdżać się pracą. Gdyby jednak dokładnie czytał Deklarację i załączniki, to znalazłby odniesienie do podatków. Podatek pobierany jest od dochodu, a dochód, ten stały najczęściej pochodzi z pracy. Ktoś pracuje, odprowadza podatek, aby wnuczek (i jemu podobni) mógł korzystać z zasiłku. Wuj stara się zrozumieć rodziców i wnuczka. Jako długoletni polonijny działacz w Wietrznym Mieście podpowiada, aby wnuczek udał się do przedstawiciela ustawodawcy i razem popracowali nad zmianą, uzupełnieniem zapisu o szczęściu. Zamiast dążyć do nie wiadomo jakiego szczęścia lepiej uznać, że każdy powinien otrzymać to, czego akurat pragnie, potrzebuje, np.: działkę pod budowę na własność, mieszkanie, samochód, łódkę czy inny zestaw przedmiotów. Kongres będzie się martwił, jak to zrealizować. Ale opracowanie tego projektu wymaga ogromnego nakład
Barbara M. Zmudka
Adres do korespondencji:
barmez@gmail.com
Comments (0)