Złoty Trump na Florydzie
Złoty Trump na Florydzie
Na polu golfowym Trump National Doral w Miami stanął pomnik, którego lewica nigdy nie zapomni.

22-stopowy kolos pokryty złotym liściem, z dumnie uniesioną pięścią – dokładnie taką, jaką Donald Trump pokazał zaraz po zamachu w Butler. Nazywają go „Don Colossus”. Kosztował prawie pół miliona dolarów, a zapłacili za niego zwykli amerykańscy patrioci i projekt kryptowalutowy. I proszę – oto mamy to, o co lewica walczyła przez ostatnie dziesięć lat. W pełnym złocie.
Lewica dostała dokładnie to, czego chciała
Przez całą kampanię i prezydenturę Trumpa media i demokraci wrzeszczeli wniebogłosy: „autokrata!”, „kult jednostki!”, „megalomania!”, „zagrożenie dla demokracji!”. No to macie. Wreszcie jest – wielki, błyszczący i stoi na jego własnym terenie. Żadnych przeprosin, żadnego udawania skromności. Podczas ceremonii pastor Mark Burns musiał z kamienną twarzą tłumaczyć: „To nie jest bałwochwalstwo. Czcimy Jezusa, a ten posąg symbolizuje odporność, siłę i walkę o wolność”. Nawet poświęcenie pomnika wymaga dziś adwokata, bo lewicowe media są gotowe zrobić z tego kolejny dowód na „koniec demokracji”.
Koniec epoki fałszywej skromności
Ten posąg nie udaje niczego. Jest dokładnie taki, jaki jest Donald Trump – duży, pewny siebie, bezczelny i kompletnie obojętny na to, co myślą o nim waszyngtońskie elity oraz nowojorskie salony. Przez lata establishment wciskał nam bajkę o „skromnych służących narodu”. Tymczasem sami budowali fortuny, latali prywatnymi odrzutowcami na konferencje o globalnym ociepleniu i gromadzili wpływy za zamkniętymi drzwiami. Trump przynajmniej nie kłamie. Wygrywa – bierze. Przeżywa zamach – podnosi pięść. Dostaje pomnik – stawia go tam, gdzie mu pasuje.
Dlaczego to tak strasznie ich boli?
Bo nikt nigdy nie zebrał milionów dolarów, żeby postawić złoty posąg Joe Bidenowi, który często nie pamiętał nawet, gdzie się znajduje. Nikt nie tworzy kryptowalut ani memów na cześć Kamali Harris. Nikt nie szaleje z entuzjazmem na myśl o „umiarkowanym centrum”. Dlaczego? Bo nijacy, szarzy i wiecznie obrażeni nie budzą żadnych namiętności. Budzą jedynie ziewanie i masową przeprowadzkę na Florydę. „Don Colossus” stoi więc teraz wśród palm jak ogromny, złoty policzek wymierzony całemu establishmentowi.
Ameryka chce zwycięzców, a nie przepraszających
Ten monument nie jest tylko o jednym człowieku. To symbol zmiany epoki. Ameryka ma już serdecznie dość nudnych, poprawnych polityków, którzy wiecznie przepraszają za to, że istnieją. Chce siły. Chce charakteru. Chce ludzi, którzy potrafią wygrywać – nawet jeśli bardzo się to komuś nie podoba. Można ten posąg nazywać kiczem. Można się oburzać i pisać gniewne komentarze. Ale prawda jest prosta i brutalna: Donald Trump przetrwał wszystko, co na niego rzucono – media, sądy, impeachmenty, zamach – i wciąż stoi wyżej niż wszyscy jego krytycy razem wzięci. Dosłownie i w przenośni. A złoto, jak wiadomo, nie kłamie.
„Don Colossus” nie zniknie. Będzie stał i przypominał każdemu, kto przejeżdża obok: Ameryka właśnie powiedziała swoim starym elitom „dość”. I powiedziała to najgłośniej, jak potrafiła – w pełnym blasku złota.
Antoni B.
Comments (0)