Fala alarmów bombowych w polskich szkołach
Fala alarmów bombowych w polskich szkołach

Przez Polskę przetacza się fala alarmów bombowych w szkołach. Setki uczniów musiały opuścić budynki, przerwano lekcje, a do placówek skierowano policję i straż pożarną. Wszystko wskazuje na zorganizowaną akcję polegającą na masowym rozsyłaniu fałszywych informacji o podłożeniu ładunków wybuchowych. Dotychczas w żadnej ze sprawdzonych szkół nie znaleziono materiałów niebezpiecznych.
Alarmy objęły wiele regionów kraju, w tym Pomorze, Lubelszczyznę, Kujawy, Podlasie, Małopolskę i województwo świętokrzyskie.
Szczególnie dużo zgłoszeń odnotowano w Trójmieście. Jak poinformował aspirant Marek Kobiałko z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni, tylko w ciągu dwóch dni funkcjonariusze otrzymali 13 zawiadomień o rzekomych bombach.
– Wczoraj mieliśmy pięć zgłoszeń, dzisiaj osiem. Łącznie przez te dwa dni odebraliśmy 13 zgłoszeń o tych alarmach bombowych, tak zwaną kaskadę – wyjaśnił policjant.
W dwóch gdyńskich szkołach dyrektorzy zdecydowali o ewakuacji uczniów. Podobne zawiadomienia otrzymywały placówki w Gdańsku i Sopocie.
Do poważnych utrudnień doszło również w innych częściach kraju. Na Lubelszczyźnie sprawdzano nie tylko szkoły, ale także Dworzec Lublin Główny. Alarmy ogłaszano w Toruniu, Białymstoku i Augustowie, gdzie ewakuowano setki dzieci. W Kielcach i Starachowicach budynki musiało opuścić łącznie ponad 1500 osób.
Wiadomości o rzekomych bombach napływały przede wszystkim pocztą elektroniczną. W wielu przypadkach miały niemal identyczną treść i były wysyłane jednocześnie do licznych instytucji.
Policja określa takie działania mianem alarmów kaskadowych. Polegają one na masowym rozsyłaniu gróźb, często przy użyciu automatycznych programów komputerowych. Ich celem może być sparaliżowanie pracy instytucji oraz zmuszenie służb do prowadzenia licznych, kosztownych interwencji.
Każde zawiadomienie wymaga jednak odpowiedniej oceny. Na miejsce kierowane są patrole policji, a w razie potrzeby również straż pożarna i policyjni pirotechnicy. Funkcjonariusze sprawdzają pomieszczenia, niekiedy wykorzystując psy wyszkolone do wykrywania materiałów wybuchowych.
Nie wszystkie alarmy kończą się ewakuacją. Decyzję o opuszczeniu budynku podejmuje dyrektor lub administrator placówki, uwzględniając ocenę zagrożenia i zalecenia służb.
Jak wyjaśnił komisarz Krzysztof Wrześniowski, rzecznik Centralnego Biura Śledczego Policji, ostatnie zgłoszenia oceniano jako mało lub bardzo mało wiarygodne.
– Ponieważ mają charakter kaskadowy i trafiają równolegle do wielu podmiotów, wydawaliśmy w kilku miejscach zalecenie, by nie zarządzać ewakuacji – powiedział.
CBŚP gromadzi informacje o podobnych incydentach w skali kraju i przygotowuje zalecenia dotyczące postępowania. Fizyczne sprawdzanie budynków należy natomiast do właściwych jednostek policji.
W działania mogą być również angażowani specjaliści Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, którzy pomagają ustalać źródła elektronicznych wiadomości i identyfikować ich autorów.
Służby podkreślają, że nawet jeśli alarm okazuje się fałszywy, jego konsekwencje mogą być poważne. Ewakuacje zakłócają pracę szkół, wywołują niepokój wśród uczniów i rodziców oraz angażują funkcjonariuszy, którzy w tym czasie mogliby wykonywać inne zadania.
Sprawcom grożą surowe kary. Zgodnie z art. 224a Kodeksu karnego za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu życia lub zdrowia wielu osób grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia. W przypadku czynów wywołujących szczególnie poważne zakłócenia odpowiedzialność karna może być jeszcze surowsza.
Sprawcy mogą również zostać obciążeni kosztami niepotrzebnych akcji ratowniczych.
Policja prowadzi działania zmierzające do ustalenia autorów fałszywych alarmów i przypomina, że anonimowość w internecie nie gwarantuje uniknięcia odpowiedzialności.
Comments (0)