Wypłynęły nagrania ze Szpitala Południowego
Wypłynęły nagrania ze Szpitala Południowego

Marcin Przydacz ostro skrytykował sytuację w Szpitalu Południowym w Warszawie po kolejnych doniesieniach dotyczących śmierci jednego z pacjentów. Polityk stwierdził, że placówka wydaje się być „jądrem ciemności na mapie warszawskich szpitali”, a kolejne ujawniane informacje budzą poważne wątpliwości co do nadzoru nad jej funkcjonowaniem.
Sprawa dotyczy zdarzenia z sierpnia 2025 roku. Starszy mężczyzna, przyjęty do szpitala z powodu biegunki, został odnaleziony martwy w szpitalnej toalecie po około czterech godzinach. Zamiast zgłoszenia sprawy do prokuratury, placówka przeprowadziła sekcję zwłok we własnym prosektorium.
Podczas sekcji pomocnik nagrał rozmowę koordynatora prosektorium Artura Habowskiego z lekarzem. Na nagraniu słychać m.in. obawy dotyczące możliwej reakcji prokuratury oraz uwagi wskazujące, że personel powinien regularnie sprawdzać obecność pacjentów.
Na nagraniu słychać rozmowę Habowskiego z lekarzem.
– To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było – mówił Habowski.
– Okej, no dobra – odpowiedział ten drugi.
– Przecież, ku**a, że prokurator się nie wje**ł do szpitala na to, co odje**li – dziwił się koordynator prosektorium.
Padły też słowa, że personel szpitala „dał d**y”, bo powinno się “chociaż, ku**a, przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów”.
Kolejnego dnia w prosektorium pojawili się bliscy zmarłego mężczyzny. – Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca. Naprawdę. Serce naprawdę miał schorowane – mówił na nagraniu Artur Habowski.
Nie wspomniał natomiast o tym, że pacjenta znaleziono w toalecie. – Zaburzenia elektrolitowe typowo poszły. Przez to doszło do zatrzymania. Poza tym stan po starym, rozległym zawale, ten zawał był duży. Śluzak w sercu. To też nie jest dobrze. Ten śluzak to też zajmuje powierzchnię serca i też serce bardzo obciąża, tak. Dodatkowo stan po tych udarach, po angioplastyce. To są tak duże obciążenia dla organizmu, że naprawdę, no – kontynuował.
– W rozmowie z rodziną nie przekazałem okoliczności, w których doszło do śmierci, bo nie byłem do tego upoważniony. Byłem koordynatorem prosektorium i moim obowiązkiem było wydać kartę zgonu. To lekarze są od informowania o okolicznościach zgonu – tłumaczył były już szef prosektorium w rozmowie z portalem zero.pl.
– Przyznaję, że z perspektywy czasu moje słowa z nagrania nie brzmią dobrze. Są głupie żarty, trochę żargonu, z boku wygląda to źle. Ale chodziło mi o to, że jest trudna sprawa i że trzeba jakoś sobie z tym poradzić – zaznaczył.
Lekarz Kamil Sokół nie chciał z rozmawiać z dziennikarzami. Komentarza odmówiło także kierownictwo Szpitala Południowego oraz Ministerstwo Zdrowia. Sprawą zmarłego pacjenta zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów. Dochodzenie dotyczy nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia.
Komentując sprawę w Kanale Zero, Marcin Przydacz ocenił, że w placówce doszło do poważnych zaniedbań oraz prób ukrycia nieprawidłowości. Zwrócił uwagę na brak skutecznego nadzoru oraz opóźnioną reakcję odpowiednich instytucji.
Polityk skrytykował również działania rządu w sprawie ochrony zdrowia. Jego zdaniem gabinet Donalda Tuska dopiero pod presją opinii publicznej podejmuje próby rozwiązania problemów systemowych, a zapowiadane reformy są spóźnione.
Przydacz odniósł się także do wypowiedzi premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego dotyczących zagrożeń ze strony Rosji. Wyraził opinię, że ostrzeżenia o możliwych prowokacjach pojawiają się w momentach, gdy opinię publiczną zajmują informacje o problemach Szpitala Południowego. Jego zdaniem ma to na celu odwrócenie uwagi od krajowych kontrowersji.
Comments (0)